sobota, 11 marca 2017

Test: Beleko Oats


Dzisiaj, pod lupą, naturalny, polski produkt - szampon łagodzący marki Beleko.
Miałam okazję przetestować go już jakiś czas temu, gdy Syriusz nie był ostrzyżony, jednakże dopiero teraz znalazłam czas by usiąść i spisać przemyślenia (i chęci oraz zdrowia bo ostatnio coś mnie złapało na prawie tydzień - stąd brak postów).

Standardowo, na początku, informacje, które udostępnia producent.
Produkt ma być wyprodukowany tylko z naturalnych składników (na przykład olejek herbaciany i z jałowca), zmniejszać skórne podrażnienia, zapobiegać elektryzowaniu się sierści czy nawilżać, zmiękczać i wygładzać sierść. 
Nie zawiera również substancji GMO i składników ropopochodnych.

Zdecydowałam się na wypróbowanie wersji Oats - z pszenicą i owsem.
Można go używać do każdego rodzaju sierści.
Dostępne są również inne wersje produktów, do znalezienia na stronie producenta.


Mocno zaawansowany maniak psich produktów lubi nie tylko nowości i innowacje ale zwraca uwagę również na (niestety, złe zboczenie) opakowanie  i ogólny wizualny efekt.
Produkt dostałam w bardzo przyjemnej oprawie, ogólnie etykietka też ujmuje swoją prostotą.

To nibysianko idealnie nadaje się do rozrzucenia po domu, tylko trochę potem trzeba sprzątać :P


Jaka jest moja opinia na temat szamponu ?
Z Syriuszem przetestowaliśmy już trochę rzeczy z zakresu tych do mycia, mam od pewnego czasu swego faworyta; po tym teście jego miejsce nadal nie zostało zagrożone. 
Najbardziej widoczną zaletą tego produktu jest to, że świetne zmiękcza sierść ! 
Pies mięciutki jak kaczuszka.
Poza tym to standardowe działanie - pies czysty ? Czysty. 

Żadnych negatywnych reakcji typu: drapanie czy zaczerwienienia nie zauważyłam.
A po Syriuszu można się czasami wiele spodziewać :P
Na przykład histerii z powodu listka przyczepionego do łapki.

Zabrakło mi tu głównie zapachu.
W założeniu (i w opisie) ma on być przyjemny i delikatny. 
Ja nic czuję niczego konkretnego. 
Co tyczy się również tego, że pies, po kąpieli, pachnie po prostu jak mokry pies. 

Niestety jest to dla mnie znaczący minus, chociaż nie tak rozczarowujący w przypadku gdy produkt ma hiper-przecudowny zapach płynu do mycia szyb, a po myciu na psie nie zostaje kompletnie, ani krzta tej woni (a zdarzyło się i tak).

Beleko Oats mogę ocenić na wow x1; mój szamponowy faworyt ma wow x4 (jedno za zapach, który pozostaje, jedno za cenę, jedno za miękkość i jedno za efekt wybielania).


Reasumując, jeżeli Wasz pies ma wrażliwą skórę, szukacie czegoś łagodnego a nie przeszkadza Wam brak zapachu (dla niektórych to może nawet atut) to możecie spróbować sięgnąć po taki produkt. Koszt takiego opakowania, o pojemności 300 ml to 39 zł.
Uważam, że, w stosunku do efektów, mogłaby ona być troszkę niższa.

Czy użyłabym ponownie ?
Sądzę, że tak.
Czy kupiłabym ?
Moje szamponowe miejsce w sercu jest już zajęte od pewnego czasu.

Produkt wylądował na syriuszowej, prysznicowej półce; gdybym tak została zmuszona do oceny w skali od jednego do dziesięciu to zdecydowałabym się na sześć.

 (Syriusz na pierwszym zdjęciu wygrywa dzisiejszy post :D)

5 komentarzy:

  1. Pierwszy raz słyszę o tych szamponach i raczej do mnie nie przemawiają :/
    Pozdrawiamy M&B

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię szampony, które mają delikatny, pozostający na futerku zapach. Zawsze unikam tych wysoko perfumowanych. Ale brak zapachu? Nie wiem czy to by się u nas sprawdziło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście opakowanie całkiem przyjemne, zwraca uwagę. Też mam takie zboczenie;)
    Kąpanie mojego potworka to nic przyjemnego, ale kto wie, może kiedyż też sprawdzimy ten szampon:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kąpię psa tak rzadko, że wcale ale gdy mi się to zdarza, to wybieram szampon, który nie zostawia zapachu. Sądzę, że tak jest przyjemniej psu.

    OdpowiedzUsuń
  5. My kąpaliśmy długi czas w Białym Jeleniu, bo się po wszystkim drapał. Potem w ludzkim, a teraz w jakimś zwykłym do psów długowłosych. Może kiedyś wypróbujemy ten :D

    OdpowiedzUsuń